Ciało - rozważania dla kobiet menadżerek
autor Administrator, opublikowano 2011-07-11
Kobiety ciągle rozmawiają o niedoskonałościach własnych ciał. Te szczupłe uznają, że są za chude, te pulchne, próbują się odchudzać. To, jak wyglądamy było i jest przedmiotem oceniających komentarzy. Jakim prawem? Nie zostałyśmy przecież powołane na ten świat, żeby się podobać i doskakiwać do cudzych poprzeczek!. Ciągle słyszymy, że nasze ciało ma za dużo tego, za mało tamtego. Właściwe większość z nas powinna odbyć żałobę po tej radości, którą nam kiedyś odebrano. Uznając tylko jeden rodzaj piękna zamykamy się na różnorodność świata. Jeśli drzewa smukłe budzą tyle samo zachwytu, co karłowate sosny, tak samo może być w świecie ludzi. Wszechobecność zaburzeń odżywiania i chirurgii plastycznej świadczy, o tym, że kobiety przyjęły obrażające je normy. Jak taka chociażby, że szczęście przynależy tylko ludziom o określonej posturze i w określonym wieku. Nic dziwnego, że często jesteśmy skwaszone i nieszczęśliwe. Nie przypadkiem kobiety spokojne i szczęśliwe to te, które cenią swe ciało przede wszystkim za to, że pozwala im odbierać świat wszystkim zmysłami, a nie za to, jak wygląda. Nie mówię, że tzw. piękno nie ma znaczenia. Mówię, że jest wiele jego rodzajów. Piękne to, co pozwala spełniać rzeczywiste, wypływające z naszej natury pragnienia. Anorektyczka nie pogalopuje na koniu…
Kultura fałszywie propaguje rozumienie ciała jako posągu. To lekceważenie jego doskonałości. Ciało mieści naszą psychikę i ducha. Dzięki niemu rozwijamy się; naszą wyobraźnię wypełniają obrazy, powstają wielkie dzieła. Ciało to ośrodek czuciowy odbierający wszystkie sygnały związane z życiem. Jest jak baza danych. Uczucia i emocje są cielesne. Każda radość, smutek, rozpacz, brak nadziei lub jej przypływ odbijają się w ciele. A to rozluźnieniem miednicy, a to spięciem i skuleniem ramion, zaciśnięciem pięści, zapadnięciem klatki piersiowej. Dotykane, ciało reaguje zgodnie z tym, co w nim zapisane. Zamyka się lub otwiera. Zarzucając, że nie takie jak trzeba, skoro nie mieści się w rozmiarówkę Calvina Kleina, niszczymy naszą radość. Ciało daje nam poczucie tożsamości, spójności, przynależności. Bez niego nie ma rozkoszy i przyjemności…. Za co je zatem tak karzemy kiedy powinniśmy mu być tak wdzięczne?.
Dyktatorami mody są zwykle mężczyźni homoseksualni, patrzący na kobiety jak na idealne manekiny. Mamy chodzić przebrane, bo naturalne nie będziemy się podobały. Musimy zostać odchudzone, pokolorowane i odpowiednio opakowane. Nie ważne ile czasu, energii, zdrowia i pieniędzy na to tracimy. Pamiętam, jak dotarło do mnie, że nie zostałam stworzona żeby się wszystkim podobać i trzepotać rzęsami umalowanymi kilogramem tuszu. Na początku po wyjściu za próg czułam się bez tego tuszu naga, łysa i brzydsza. Powiedziałam sobie: Stop! Nie może być, że tusz decyduje o mojej urodzie tudzież jej braku.
Kiedyś, zobaczyłam nagie ciało mojej przyjaciółki, matki dwójki dzieci. Głębokie rozstępy na brzuchu wzbudziły moje przerażenie. Dopytywałam, czy nie chce z tym czegoś zrobić. Zdziwiona popatrzyła na mnie nie rozumiejąc, o co mi chodzi. Potem widziałam ją na koncercie muzyki latynoskiej, wywijającą swoim brzuchem i biodrami… miała moc w ciele. Rzadko się spotyka u nas takie kobiety. Dużo tych „zrobionych”, wymuskanych, o których można najwyżej powiedzieć, że mają tzw. „potęgę ciała”.