O iluzjach Piotrusia Pana

autor Administrator, opublikowano 2002-11-06

O iluzjach Piotrusia Pana Sceneria zmienia się: teraz znajduje się na łące pokrytej mgiełką, nad którą unoszą się aniołowie grając i śpiewając smutne psalmy. Pyta jednego z nich:

P: Gdzie ja jestem?
A: W niebie.

Sceneria zmienia się po raz trzeci:
Piotruś staje przed Św. Piotrem, który zadaje pytanie.

Św. Piotr: Jak byś sam siebie ocenił? Gdzie powinieneś pójść, do nieba czy do piekła
P: Eeee... chyba do piekła (drapiąc się w głowę).
Św. Piotr: Zastanów się, bo jak już raz wybierzesz, nie będzie powrotu
P: Dobra, idę do piekła.

Aniołowie wrzucają go przez bramy piekieł do ciemnej otchłani, gdzie słychać płacz i zgrzytanie zębów, widać męki potępionych dusz w trakcie zadawanych im przez diabły męczarni. Przerażony pyta stojącego tuz obok diabla.

Piotruś: Gdzie ja jestem?
Diabeł: W piekle.
Piotruś: Jak to w piekle? Przecież ostatnio w piekle była świetna impreza, taka, piękne dziewczyny, alkohol!
Diabeł: No tak, wcześniej musiałeś widocznie trafić do działu marketingu.

Zawsze gdy opowiadam ten dowcip, zadaje sobie pytanie: czy wspaniałe marzenia o pracy w nowej firmie muszą zawsze zamieniać się w piekło? Niestety większa cześć znanych mi ludzi jest rozczarowanych już po kilu tygodniach nowej pracy. Dlaczego tak się dzieje - czyżby ich marzenia i nadzieje były nierealistyczne, a może przyszli pracodawcy w rozmowach z kandydatem czynią z firmy wspaniałą Nibylandię, gdzie możliwe są tylko świetlane scenariusze przyszłości?
Jeśli pracując w jednej firmie, której nie cierpię, idealizuję pracę w następnej – skazuję się tym samym na automatyczne rozczarowanie, a w polskich firmach dość łatwo o rozczarowanie. Czego najczęściej dotyczy?
  1. Na pewno w tej firmie jest przyjemna atmosfera (ludzie pomagają sobie wzajemnie i szczerze załatwiają po-miedzy sobą rożne sprawy).

  2. Szefowie wiedza czego chcą i jasno mówią pracownikom o tym co mają robić i w jaki sposób.

  3. Szefowie są osobami, które troszczą się o swoich pracowników, ich samopoczucie oraz rozwój na stanowisku pracy.

  4. No i oczywiście niesamowite możliwości zarabiania pieniędzy.

Sami Państwo przyznacie, że oczekiwania te są tak sformułowane, że niespełnienie ich jest bardzo łatwe. Gdy Piotruś Pan nie spełni swoich oczekiwań, będzie ponownie musiał udać się do fantastycznego świata marzeń i ułudy o nowej, lepszej pracy. Wśród ludzi zatrudnionych dokoła nas aż roi się od Piotrusiów. Z Piotrusiowym losem zapoznamy się śledząc rożne fazy ich zawodowego rozwoju:

  1. Próbuję zmienić cały świat dokoła w Nibylandię, bo przecież ,,tyle trzeba jeszcze naprawić". Pomysły ,,zmiany wszystkiego" dotykają chyba najczęściej tych działów i firm, gdzie pojawia się Piotruś -menedżer, który wszystko ustawia po swojemu. Z dnia na dzień stara się wprowadzać nowe zasady, regulaminy, jakby wszystko to, co było dotychczas, nie liczyło się zupełnie. Te reformy niszczą także pozytywne aspekty starego porządku - to, co inni już mozolnie przez lata wypracowali.

  2. Stopniowo jednak narasta niezadowolenie i w samym Piotrusiu, i w otoczeniu, bo (oczywiście) to, co sobie zamierzył - nie udaje się. Jedyne uzasadnienie niepowodzeń znajduje na zewnątrz siebie. To oni - zarząd, pracownicy - kompletnie nie rozumieją potrzeby zmian, nikomu nie można ufać, bo wszyscy unikają odpowiedzialności itd. Próbuje wiec usilnie zrealizować zmianę.

  3. Gdy już wyrok zapadnie i Piotruś uzna, że z nimi nie się nie da zrobić wtedy momentalnie ukierunkowuje swoją aktywność na zupełnie nowy problem i całkowicie ucieka od tego, co robił dotychczas (inicjując nową akcję w firmie lub zmieniając firmę). Gdy w firmie zatrudnionych jest wielu Piotrusiów, ucieka-nie od porażek i problemów przyjmuje postać społecznej plagi. Plaga ta najczęściej objawia się w poniedziałki - najciekawsze dla nich dni w tygodniu, oraz piątki - najprzyjemniejsze. Piątek jest tak mity, ponieważ zwiastuje weekend. A poniedziałek najciekawszy, bo większość pracowników (włącznie z kadrą menedżerską od rana wertuje dodatek ,,Praca" w ,,Gazecie Wyborczej" - najpoczytniejsze pismo w firmie (sic!). Wszystkie zebrania i spotkania najczęściej przebiegają tak samo, tzn. długie przemowy szefów oraz bierność uczestników. Ten stan zamrożenia - wyczekiwania na piątek i poniedziałek - musi byle na długą metę zabójczy dla całej firmy, jej rynkowego wizerunku i wydajność pracy.

  4. Pracownik wyczekujący na nową, lepszą pracę i firmę jakże często będzie musiał weryfikować swoje marzenia już u następnego pracodawcy - oby tylko ze skutkiem pozytywnym. Zanim jednak się to stanie, przejdzie fazę zauroczenia wspaniałymi wizjami nowych możliwości na nowym stanowisku i w nowej firmie.

Łatwo w przeszłości całych narodów i społeczeństw odnajdziemy potwierdzenie tego scenariusza, gdy Piotruś próbuje zmieniać porządek otoczenia zgodnie z własnymi marzeniami, bez zwracania uwagi na realnych ludzi i ich problemy. Teraz czasy są inne, dlaczego wiec nadal grożą nam Piotrusiowie, tym razem rekrutowanie spośród młodego pokolenia? Jak teraz rodzi się Piotruś, kilkakrotnie boleśnie rozczarowany (już w kilka tygodni po zmianie miejsca pracy), gdy jego wyobrażone niebo znów okazuje się piekłem?
Zacznijmy od przejrzenia CV kandydata do pracy. Często będziemy mieli okazję przeczytać, ze w firmie X był zatrudniony przez 13 miesięcy, w firmie Y - 8 miesięcy, w firmie Z - 6 miesięcy. Typowy ślizgacz, który nie chce się na dłużej związać - skomentuje to pracownik działu personalnego. Ta etykieta musi być w jakimś związku z naiwnym i marzycielskim Piotrusiem, który ucieka z jednej pracy do drugiej. Ten ,,ślizgacz" to późniejsze stadium rozwojowe Piotrusia, gdy stanie się już tak cyniczny i zobojętniały, że przy jakichkolwiek niepowodzeniach i nieporozumieniach najpierw pomyśli.
Wiać stąd - i oczywiście szkolić się, zdobywać jak najwięcej dyplomów, aby podnieść swoja; wartość na rynku pracy!
Kiedyś tacy ślizgacze byli dobrze ustawionymi aparatczykami, teraz pojawia się inny rodzaj Piotrusia. Opowiadają świetnie o sobie na rozmowach kwalifikacyjnych, umieją się wspaniale sprzedać, mają same zalety i żadnych wad. W jaki sposób powstają wokół Piotrusie? Odpowiedz tkwi w szkole i rodzinie, gdzie dostają pierwsze lekcje życia. Tematy tych lekcji są następujące:
  1. Wysiłek nie ma sensu, bo i tak zaganiani rodzice lub sfrustrowani nauczyciele nie zauważą go. Lepiej wiec błyszczeć i wybijać się z pozornymi efektami, aby zyskać ich poklask i zainteresowanie.

  2. Trzeba być silnym i nie okazywać słabości, bo inni Piotrusie mogą to wykorzystać. Trzeba mieć zawsze pozytywne nastawienie i przekonanie o własnej sprawności i sile.

  3. Podejmuj się każdego zadania, a jeśli Ci nie wyjdzie, zwalaj na resztę świata. Dorośli i tak się pogubili w tym, co się dzieje, a przekonać może ich tylko ten, kto wyraźnie i głośno broni swoich racji.

Ta lekcja życia pozostanie w pamięci na zawsze, prowadząc stopniowo do coraz silniejszego pędu za sukcesem. Co jakiś czas jednak będą włączały się u zmęczonego życiem Piotrusia marzenia o nowym, lepszym świecie i wtedy będzie zmieniać prace lub próbować zmienić całą. rzeczywistość wokół siebie. Wiele firm i organizacji boryka się z problemem młodych pracowników posiadających wiele dyplomów, ale nie umiejących współpracować w zespołach oraz zarządzać zespołami, ponieważ ciągle wybiegają przed szereg.
Tak jak bajkowemu Piotrusiowi mógł pomóc jego ojciec, który zajął się nim i nie pozwoli by ten uciekał w świat fantazji, tak współczesnemu Piotrusiowi potrzebny jest mentor, ktoś kto przypilnuje, pomoże, wesprze, skontroluje, ale tez poświeci swój czas na rozmowę o trudnościach i radościach. Dlatego tez przy zatrudnianiu należy pamiętać o przydzielaniu takiej osobie, która ma wszelkie cechy Piotrusia Pana - starszego, wyrozumiałego i doświadczonego opiekuna.





INTEGRA Ośrodek Treningów i Konsultacji
Marek Małkowicz
: ,