Filozofia niedoboru
autor Administrator, opublikowano 2003-03-04
W poniższym eseju przedstawione zostały pokusy, pułapki, zagrożenia, zalety i wady egzystencji w świecie obfitości i świecie niedoboru. Mam nadzieję, że tekst skłoni do refleksji nad miejscem polskiego rynku i polskiego konsumenta w kontinuum obfitości i niedoboru, w praktyce bowiem, rzutuje to na zachowania konsumenckie, pozwalając równocześnie przewidywać pewne prawidłowości dotyczące rynku..Z punktu widzenia psychologii mentalność niedoboru to postrzeganie zasobów fizycznych, psychicznych, mentalnych, emocjonalnych i duchowych tak, jak gdyby istniały w ograniczonym zakresie, jak gdyby można je zmierzyć i stwierdzić, że jest ich tylko okreslona ilosć, i po jej wyczerpaniu nigdy więcej nie będzie. Mentalność niedoboru wywodzi swoją motywację ze strachu – przekonania, że czegoś zabraknie, że będziemy cierpieć głód, niedostatek i upokorzenia.
Na drugim ekstremum znajduje się mentalność i filozofia obfitości, które mają swoją motywację w poczuciu ufności w nieskończoność zasobności wszechświata (siły wyższej), zaufaniu we własne siły, kreatywność i przedsiębiorczość. Dla osoby postrzegającej świat przez pryzmat obfitości zawsze jest wszystkiego wystarczająco lub aż nadto.
W ekonomii te dwa ekstrema (na poziomie nieco uproszczonym, ale nie naszym zadaniem jest tu teoretyczny wykład na temat założeń kapitalizmu i socjalizmu, totalitaryzmu lub demokracji) reprezentują da typy gospodarki. Pierwszy model to gospodarka centralnie sterowana, nosząca również miano systemu nakazowo-rozdzielczego (zwana właśnie gospodarką niedoborów). Po przeciwnej stronie tego spektrum znajduje się gospodarka kapitalistyczna, oparta na systemie demokratycznym, czyli takim, gdzie szanuje się prawa w ustalonej hierarchii wartości, gdzie rząd wybierany przez większość zajmuje się ochroną wolności ( w tym wolnością rozwijania przedsiębiorczości w warunkach gwarancji prawa do prywatnej własności) i praworządności, przestrzeganiem tych praw i uczciwą dystrybucją budżetu (pozyskanego z dobrowolnego opodatkowania się obywateli) w celu zaspokojenia potrzeb wszystkich obywateli w państwie.
Gospodarka niedoborów
W gospodarce niedoborów, pod którą podpisywał się system totalitarny, posługiwano się strachem jako narzędziem przymusu. Łamano w ten sposób prawa człowieka i jego integralne możliwości dokonywania wyborów, krok po kroku ubezwłasnowolniono również jego poczucie wolności do działania i odpowiedzialności za konsekwencje tego działania w otoczeniu, składającym się ze interesariuszy (ang. stakeholders). Interesariusze to wszystkie osoby, na które bezpośredni wpływ wywiera działalność organizacji, jak również instytucje z nią kooperujące i rywalizujące, oraz obserwatorzy (świadomi i nieświadomi), czyli jednostki, organizacje i inne elementy otoczenia (np. środowisko naturalne), które doświadczą skutków wynikających z prowadzenia działalności przez organizację.
Metody działania przedstawicieli systemu totalitarnego polegały na stopniowym pozbawianiu ludzi możliwości wykorzystywania swojej kreatywności i przedsiębiorczości, wiary w swoją inicjatywę i proaktywność oraz zaufania do swoich instynktów gospodarności i innych przystosowawczych atrybutów charakteryzujących homo oeconomicus. Nieubłaganie wtłoczono natomiast w bagaż funkcjonalny (czyli wachlarz zachowań w społeczności – uświadamianych i nieuświadamianych) postawy pasywności, wyczekiwania, służalczości i najbardziej chyba destruktywnego nastawienia roszczeniowo-proszalnego. Podstawowym celem osób żyjących pod jarzmem totalitaryzmu, np. w wydaniu PRL-u stało się przetrwanie (zdecydowanie mniej twórczogenne niż kreatywność polegająca na wytwarzaniu dóbr i usług w warunkach suwerenności). To ten atawistyczny niemal strach przed okresem chudym, zanim coś znów „rzucą” na rynek, zanim zniknie ów rożek obfitości, jest częściowo odpowiedzialny za tak wszechobecnie panującą teraz w Polsce żądzę wydarcia swojej porcji z tortu – jak największej, i jak najszybciej, bo za chwilę może już nic nie być.
Ta pozostałość systemowa jest bolesną ilustracją mentalności niedoboru.
Gospodarka i społeczeństwo obfitości
Z drugiej strony rozciąga się kraina obfitości, nieograniczonego (wydawałoby się) wyboru i nieskończonych możliwości. Ta kraina to rozwinięte rynki zachodnie, gdzie „motorem postępu” była i jest kreatywność.
Według Michaela Novaka, amerykańskiego filozofa, religioznawcy, socjologa i ekonomisty, „(...) fundamentalna energia kapitalistycznej gospodarki ma (...) swoje źródło w kreatywności. Wiąże się ona z rozpoznawaniem nowych możliwości, nowych dóbr, działań, metod. Kształtując ludzi na swoje podobieństwo, Stwórca wyposażył ich w moce twórcze. Każdy człowiek może wytworzyć za swojego życia więcej, niż może skonsumować. To jest fundament postępu” (Novak, 2000, s. 19).
Warunkiem tego postępu i radości tworzenia jest prawo do wolności tworzenia.
W rozwiniętych gospodarkach kapitalistycznych uderza, zachwyca i kusi obfitość produktów, bogactwo wyobraźni pozwalającej kreować tak oszałamiająco wiele nowych towarów, inwencja w stwarzaniu, przetwarzaniu, rozszerzaniu, imitowaniu dóbr i usług i wymyślaniu nowych rzeczy. Wystarczy przejść się po zachodnich centrach handlowych i lotniskach.
Bogactwo możliwości wykracza czasami poza racjonalne granice i sięga groteskowości zachowania „osiołka, któremu w żłoby dano”. O absurdalności dokonania wyboru zakupu pisze Bill Bryson, publicysta amerykański, po powrocie do swoich macierzystych Stanów Zjednoczonych po dwudziestu latach pobytu w Europie:
„(...) Kiedyś, jak się chciało kupić kawę, po prostu o nią się prosiło i dostawało. Ale nie tutaj. Ta kafejka, w typowym stylu lat dziewięćdziesiątych (Portland, Oregon) miała do wyboru przynajmniej 20 rodzajów. (...) Kiedy w końcu nadeszła moja kolej, wysunąłem się i powiedziałem: „Poproszę dużą kawę”.
„Jaki rodzaj?”
„Gorącą, w filiżance i bardzo dużą”.
„Ale jaki rodzaj – mocha, machchiato, coś innego?”
„Chcę taką normalną”.
„Aha, americano?”
„Jeśli to oznacza zwykłą filiżankę kawy, to tak”.
„No, wszystkie tutaj są kawami”.
„Poproszę zwykłą filiżankę kawy, jaką piją codziennie miliony ludzi”
„Czyli americano”.
„Najwyraźniej”.
„Czy życzy pan sobie zwykłą bitą śmietankę czy śmietankę dietetyczną?”
„Nie chcę śmietanki”.
„Ale ta kawa jest ze śmietanką”.
„Posłuchaj pan” powiedziałem zniżonym głosem „jest 6:10 rano. Stoję w tej kolejce 25 minut za piętnastoma bardzo kapryśnymi osobami, i właśnie ogłosili przez megafony mój lot. Jeśli
natychmiast nie dostanę kawy – a mam na myśli naprawdę „natychmiast” – zamorduję kogoś, i chce pana poinformować, ze jest pan na czołowym miejscu na mojej liście ofiar”. (...)
„Czy to oznacza, ze chce pan dietetyczną śmietankę czy normalną?”
(Bill Bryson “Enough Already” esej ze zbioru: ”I’m a Stranger Here Myself”, Broadway Books, New York 1999, s. 243-246)
Powyższy tekst mógłby się wydawać kwintesencją sposobu postrzegania rzeczywistości zwanego filozofią obfitości. Sam jednak Bill Bryson – pomimo pochwał składanych na ołtarzu amerykańskiej wiary w nieskończoność zasobów – dostrzega absurdalność tej sytuacji. Czemu bowiem służy owa, obdarzana takim podziwem przez Michaela Novaka „radość tworzenia”? Wymyślaniu następnego rodzaju kawy, która jest tylko skundloną wersją poprzedniej mieszanki? Czy wolność tworzenia i wykorzystywania zasobów polegać ma na zapełnianiu półek coraz to nowszymi wariantami tych samych produktów dla ludzi, którzy „nie praktykują żadnej innej religii poza konsumeryzmem”? (Matathia i Salzman, 2000, s. 164)
Pozaekonomiczną bezcelowość i bezsens takiego wykorzystywania zarówno zasobów fizycznych jak i ludzkich dostrzegli też dwaj pisarze europejscy, którzy niemal w tym samym czasie opublikowali książki, mogące posłużyć antyglobalistom jako nowy manifest (obok poważnie udokumentowanej książki Naomi Klein pt. „No Logo”, Vintage, Toronto 2000), a mianowicie, niesamowicie, acz wisielczo śmieszną „Generation P” (Wiktora Pielewin) (1999) i dekadencko ponurą „29.99” (Frederic Beigbeder) (2000). Mariusz Cieślik z „Rzeczpospolitej” napisał w recenzji z obydwu książek, że „według Pielewina i Beigbedera w postaci reklamy objawiła nam się utopia konsumpcyjna, która przyjęła pewne elementy z totalitaryzmów. Bo przecież konsumenci również działają często pod przymusem, a poza tym są ustawicznie indoktrynowani” (Cieślik, 2002, s. A12).
Wybory polskich konsumentów
Gdy już przyjrzeliśmy się pokrótce możliwym skłonnościom konsumentów „wychowanych” w sensu stricte systemie totalitarnym (jak np. w Polsce) i systemie gloryfikującym bogactwo wyboru (jak np. w Ameryce), należałoby sobie postawić pytanie: „w którą stronę tak naprawdę przeważą zachowania konsumenckie Polaków?” Co stanie się, gdy nasi rodacy zaspokoją już naprawdę swoje rzeczywiste potrzeby (np. uzupełnianie braków w wyposażeniu mieszkań w sprzęt AGD). Czy pełną parą podążą drogą społeczeństw Zachodu i skupią się na kupowaniu rzeczy, z których tak naprawdę „bardzo niewiele (...) rozwiąże problemy, które mieliśmy nadzieję rozwiązać przy pomocy tych właśnie nowo nabytych rzeczy?” (Andy Rooney: „Very few things you buy will be the answer to the problem you bought them to solve”) za: (Lyons, 1990)
Szanowany ekonomista amerykański, John Kenneth Galbraith powiedział z właściwą sobie przenikliwością: „Człowiekowi, który jest głodny, nigdy nie trzeba wmawiać, że jest głodny. Gdy popycha go głód, jest on odporny na wpływ panów Batten, Barton, Durstine i Osborn. Mają oni wpływ jedynie na tych ludzi, którzy tak daleko odsunęli się od fizycznych potrzeb, że sami nie wiedzą, czego chcą”. (John Kenneth Galbraith, cytat za: James B. Simpson, "Contemporary Quotations", 1964, Binghampton NY: Vail-Ballon Press, s. 84.)
Jakie są zatem style konsumpcji w Polsce i czy można na podstawie obecnych tendencji i nurtów prognozować zachowania konsumenckie (przynajmniej) w krótkim terminie?
Należy przede wszystkim wziąć pod uwagę trendy demograficzne. Polaków jest coraz mniej, rozrodczość jest coraz niższa (podobnie jak wśród populacji zachodnich) i coraz później (o ile w ogóle) zakładamy rodziny. „Rodzina w zagrożeniu” - alarmująco pisała o tym trendzie „Rzeczpospolita” w swoim raporcie o sytuacji demograficznej 29 czerwca 2002 r.:
„Grozi nam kryzys małżeństwa i rodziny, czego zwiastunem są gruntowne przemiany wzorca zawierania małżeństw - alarmuje niepublikowany raport Rządowej Rady Ludnościowej "Sytuacja demograficzna Polski" w latach 2000 – 2001”
Inne dane demograficzne, a mianowicie struktura zamieszkania (ponad 50% ludności Polski mieszka na wsi i miastach poniżej 50 000 mieszkańców), poziom wykształcenia (ok. 9% ludności ma wyższe wykształcenie) oraz wskaźniki ekonomiczne (dochód na głowę, na gospodarstwo domowe oraz stopa bezrobocia) rzutują na ukształtowanie się ogólnych segmentów rynkowych. Segmentacja według stylów życia jest najważniejszą informacją dla producentów takich dóbr i usług, które zaspokajają potrzeby afiliacyjne (inaczej przynależności, czyli potrzeby przynależności do grupy, rodziny, społeczeństwa i poczucia szacunku ze strony innych ludzi i siebie). Do nich należą producenci usług turystycznych i rekreacyjnych. Właśnie w branży turystycznej i poświęconej zaspokajaniu potrzeb związanych z wypełnieniem czasu wolnego można dostrzec, wykreować i przetworzyć mody chwilowe (np. na zabawy deskorolkami) oraz stworzyć na ich bazie kolejne produkty.
W Polsce, gdzie oficjalna stopa bezrobocia wynosi ponad 18%, firmy, które wytwarzają produkty służące wzbogacaniu, uprzyjemnianiu i urozmaicaniu czasu wolnego muszą jeszcze poczekać na ukształtowanie się wyraźnych segmentów według stylów życia. Na razie duży segment ciągle zajmuje się zaspokajaniem potrzeb podstawowych, z czego wynika, że nie ma czasu na uświadomienie sobie, czym jest i kształtowanie mentalności obfitości.
Z powyższych informacji wynika, że polscy konsumenci znajdują się na zupełnie innym poziomie konsumpcyjnym niż na Zachodzie nie tylko dlatego, że struktura demograficzna, geograficzna i psychograficzna społeczeństwa jest zupełnie inna, ale również dlatego, że z innego poziomu i w innym tempie weszliśmy we wzorce konsumpcji wolnego rynku. Czy Polakom grozi konsumeryzm (jak lamentują niektórzy politycy, niekoniecznie definiując, co pod tym zagrożeniem rozumieją)? Postawiłabym tu tezę, że tak, a tempo ich uzależniania się od pokus wolnego rynku może być jeszcze szybsze niż na Zachodzie. Odpowiedzialnością za pęd do uczynienia z konsumpcji religii, stylu życia, nadrzędnego celu i filozofii osobistej obarczyłabym m.in. właśnie mentalność niedoboru. Główną zaś przyczyną jest w mojej opinii nie tyle chęć rekompensaty z nawiązką (za lata niedoboru i niedostatku), co nieuświadamianie sobie głęboko wrytych w podświadomość zachowań, rytuałów, przyzwyczajeń i nawyków (również w zakresie etyki pracy). Ze złem znanym można sobie radzić, jeśli jest ono ukryte (a może i wyparte) to nie można nawet zacząć procesu reparatywnego, tym bardziej, że kraina dostatku także nie dostarcza ostatnio optymistycznych przykładów.
Obfitość na Zachodzie
Należy zadać sobie pytanie o właściwe znaczenie filozofii niedoboru i obfitości.w obliczu dwóch bardzo poważnych kryzysów, uświadamiających pewne symptomy fiaska systemu afirmującego wolność (zaś w Stanach Zjednoczonych bardzo kategorycznie prawo do własności), a zatem i dokonywania wyborów konsumenckich. Chodzi tutaj o::
- tragedię 11 września 2002 r.
- systemową niemożność uchronienia interesariuszy przed nadużyciami zarządów walących się jak w efekcie domina olbrzymów gospodarczych (które jednakże okazały się kolosami na glinianych nogach), takich jak Enron, WorldCom czy Tyco
Czy przypadkiem pp. Kozlowski (Tyco), Bernard Ebbers (WorldCom) i inni których nazwiska już giną w mroku wszystko wybaczającej niepamięci nie byli żarliwymi wyznawcami mentalności niedoboru? Czy byli w stanie powiedzieć: „wystarczy”? W jaki sposób przyczynili się do upadku zaufania globalnych interesariuszy, którzy w amerykańską gospodarkę wierzyli tak mocno, jak Alan Greenspan w dolara?
Wydaje się, że również społeczeństwa żyjące w dobrobycie i cieszące się jego owocami mają sporą pracę do odrobienia – uświadomienie sobie własnych mechanizmów kompensowania braków. Może właśnie społeczeństwa, które przerobiły przymusową egzystencję w szarości monoprodukcji i monoideologii, mogłyby podpowiedzieć ludziom rozleniwionym przez nadmiar rzeczy (zanim same staną się tak samo rozleniwione), że nie tylko w rzeczach wybawienie.
Być może w filozofii obfitości chodzi o wytwarzanie w poczuciu użyteczności, dóbr, w ilości która przekracza tylko zaspokojenie własnych potrzeb? Może chodzi także o przeprowadzenie racjonalnej analizy kosztowo-zyskowej w krótkim, średnim i długim okresie? Może chodzi o zdefiniowanie na własny użytek pojęć takich jak zwrot z (moich, mojej firmy i mojego kraju) inwestycji, reputacja (mojej) organizacji, odpowiedzialność wobec (moich) interesariuszy?
Na początku tego eseju powiedzieliśmy, że czarno-białe widzenie może zaszkodzić ostrości percepcji. Teraz, gdy już widzimy, że obfitość to wcale nie same przyjemności i zabawa, lecz również refleksja, ciężka praca i odpowiedzialność, możemy zastanowić się, czy chcemy postrzegać świat przez pryzmat niedoboru czy też obfitości, albo poprzez któryś ze stanów pośrednich pomiędzy nimi.
Bibliografia
Balcerowicz Leszek, wykład w ramach Festiwalu Nauki, wygłoszony w Szkole Głównej Handlowej 19 września 2000 r.
Bill Bryson “Enough Already” esej ze zbioru: ”I’m a Stranger Here Myself”, Broadway Books, New York 1999
Cameron Julia „The Artist’s Way”, Pan Books, London 1995
Cieślik Mariusz „Kupuję, więc jestem“ w: „Rzeczpospolita“, dodatek „Plus minus”, 20-21 lipca 2002, s. A12
Covey Stephen „The Seven Habits of Highly Effective People”, Simon&Schuster, New York 1989
Dettmer Markus, Fleischhauer Jan, Jung Alexander, Reiermann Christian „Zajadła chciwość grubych ryb“ w: „Forum“, 22.07- 28.07. 2002, s. 9-12 za „Der Spiegel“, 18.07.2002-07-25
Krugman Paul, Living With Bears, w: „New York Times”, 23 lipca 2002
Landreth Harry, Coplander David C. „Historia myśli ekonomicznej“, PWN, Warszawa 1998
Lyons John „Guts. Advertising from the Inside Out”, Amacom, New York 1990
Matathia Ira & Salzman Marian „Next. Trends for the Future”, The Overlook Press, Woodstock 2000
Novak Michael (rozmawiał Bronisław Wildstein) we: „Wprost”, 19 marca 2000, s. 19-21
Novak Michael, Rauscher Anton SJ, Zięba Maciej OP, „Chrześcijaństwo, demokracja, kapitalizm”, Wydawnictwo W drodze, Poznań 1993
Sanger David, „The Global Cost of Crony Capitalism” w: „New York Times”, 21 lipca 2002
Torański Błażej „Rodzina w zagrożeniu. Raport o sytuacji demograficznej Polski”, w : „Rzeczpospolita”, 28 czerwca 2002
Szkoła Główna Handlowa
Anna Murdoch